Nie wyszłam z domu od wczoraj. Nie czuję ani chęci, ani weny, a dopóki z lodówki uśmiechają się do mnie jeszcze jakieś mrożonki, nawet nie muszę.
Przemierzam świat od ściany do ściany, bojąc się wyglądać za okno, chodzę prawie naga po domu, napawam się wolnością i nic nierobieniem.

Ostatnie dwa tygodnie to był prawdziwy maraton pracy po 14 godzin dziennie, aż miałam wrażenie, że komputer stał się integralną częścią mojego ciała.

Dziś wyjęłam z szafy pudło z rzeczami, których jeszcze nie zdążyłam rozpakować, znalazłam stare pędzle i farby. Połowa już do niczego się nie nadawała, ale niektóre jeszcze były dobre. Zamalowałam białą farbą jakieś pomazane płótno, bo czystego oczywiście nie miałam i czekałam, aż wyschnie. Nie malowałam od dwóch albo trzech lat, ale nie brakowało mi tego, nie było żadnej tęsknoty za farbami, jako sensem życia, może sens kryje się gdzieś indziej?

Jak mawiał mój nauczyciel rysunku — Nie maluj, tego, co wiesz, tylko to, co widzisz.- A jeżeli nie widzę nic? Mam nie malować, czy pochlapać płótno całe na czarno?

Zadzwonił dzwonek, ale nie miałam zamiaru otwierać. Chwilę później z fotela zaczął krzyczeć telefon, to Sebastian.

-Jesteś w domu? Stoję pod drzwiami.
-Wiem. Zaraz otworzę.

Szybko założyłam na siebie pierwszą lepszą koszulkę i przekręciłam klucz. Ucieszył się na mój widok, uśmiechnął się, ale nic nie powiedział, wpuściłam go do środka. Zdjął buty i poszedł prosto do salonu, zupełnie jakby był u siebie.

-Wracasz do starych zajęć?
-Nie. Znalazłam w szafie farby i postanowiłam wymazać te, które jeszcze się nie zeschły. A Ty co tu robisz?
-A nic. Przyszedłem.

Wiedziałam, że równie dobrze moglibyśmy zacząć się pieprzyć, od kiedy, tylko przekroczyłby mój próg, ale to nie byłoby ani w jego, ani w moim stylu, chyba jesteśmy na to obydwoje za grzeczni. Stanęłam przy płótnie i zaczęłam domalowywać tło po lewej stronie, czułam na sobie jego wzrok, byłam spięta i w ogóle nie myślałam o obrazie, w zasadzie to nie wiem, po co nawet trzymałam ten pędzel w ręce. Wycisnęłam z tubki odrobinę błękitnej farby, najwyżej namaluję abstrakcję. Chuj z tym, dlaczego on tak uporczywie się na mnie patrzy? Zaczęłam żałować, że mam na sobie tak mało ubrań, zwłaszcza że majtki robiły mi się coraz bardziej wilgotne.

Podszedł do mnie powoli i stanął tuż za mną, dotykając mnie całym sobą, nic nie mówił, serce biło mi jak szalone, a hormony wesoło tańczyły, wypierając jakiekolwiek sensowne myśli. Objął mnie, a ja zapomniałam chyba nawet, jak się nazywam. Zaczął zdejmować ze mnie koszulkę, nie protestowałam. Sięgnął po pędzel z farbą, przeciągnął nim po całej długości moich pleców, odwróciłam się do niego, delikatnie musnął pędzlem moją pierś, zamoczył pędzel w czerwonej farbie i nakreślił mi jakiś znak na brzuchu.

-Masz taka gęsią skórkę, zimno ci?
-Nie po prostu jestem podniecona.

Jedną ręką przejechał mi po ramieniu i dalej delikatnie prowadził palce po wewnętrznej stronie przedramienia, zanurzył się w zagłębieniu łokcia i zatrzymał tam na chwile, potem chwycił mój nadgarstek, otworzył dłoń i nałożył do jej środka farbę. Patrzył na mnie, a oczy płonęły mu tak, jakby już mnie ruchał. Pogłaskałam go po twarzy delikatnie, rozmazują farbę po niepokornym policzku, był dziki, jeszcze gorzej niż ja. Niczym wygłodniałe zwierzę, stał naprzeciwko mnie, cały nastroszony, ale nie robił nic, czekał na mój ruch.

Zdjęłam mu koszulkę, był dobrze zbudowany, lubiłam jego duże ramiona. Wzięłam pędzel i zaczęłam malować jego szyję, powoli zjeżdżałam na dół, aż zatrzymałam się koło pępka. Sięgnęłam do guzika i rozpięłam mu spodnie, które powoli zsunęły się na dół, był chyba równie napalony, jak ja, na co wskazywały jego napięte bokserki. Przylgnęliśmy do siebie mocno, rozmazując farbę, zaczął całować i lizać moją szyję, jego usta były takie ciepłe. Powoli zsunęłam się na dół, ocierając się o niego, klęknęłam przed nim, wyjęłam penisa z majtek i pośliniłam jego końcówkę, a po chwili włożyłam ją do ust.Przytrzymałam chwilę i potem zanurzyłam go głęboko w swojej buzi, powoli i dokładnie wyjęłam i włożyłam z powrotem. Bawił się moimi włosami, a ja robiłam mu loda, w pewnym momencie złapał mnie za rękę i pociągnął do siebie. Całowaliśmy się jak szaleni, a jego dłonie błądziły łapczywie po moim ciele, zostawiając wszędzie ślady z farby. Położył mnie na ziemi i zdjął mi powolutku majtki, rozchylił moje nogi i powoli zaczął lizać mi cipkę. Najpierw na dół i do góry, a potem delikatnie rozchylił palcami wargi sromowe i jego ciepły język zanurzył się we mnie. Robił to wyśmienicie dobrze, a ja po prostu rozpływałam się pod jego każdym ruchem języka. Nagle przestał i znalazł się tuż nade mną.

 

-Normalnie po prostu włożyłbym ci do środka palec i strzelił palcówkę, ale mam ręce w farbie i nie będę ich Ci tam wkładał, zatem.

Wszedł we mnie jednym zdecydowanym ruchem, mimo podniecenia, poczułam, jak mnie rozpycha, ach to pierwsze włożenie, nie tak przyjemne, jak kolejne, ale najbardziej podniecające i zapamiętywane. Wszystkie jego ruchy oddawały to, jaki był, nie spieszył się, ale nie był też delikatny. Delektował się każdym ruchem, wkładał mi go mocno i zdecydowanie, a ja leżałam pod nim i pozwalałam mu się pieprzyć. Nie zamierzałam nic robić ani zmieniać pozycji, było mi po prostu tak kurwa dobrze, że tylko przymknęłam oczy i pozwoliłam sobie płynąć. Byłam już bardzo podniecona, zabiłabym każdego, kto by nam teraz przerwał. On zanurzył rękę między moje pośladki i powoli włożył mi w tyłek palec, co dostarczyło mi nowych bodźców, wiedział, jak to lubię. Czułam, jak powoli przestaję się kontrolować, od orgazmu dzieliło mnie kilka może kilkanaście jego pchnięć. Rozłożyłam szerzej nogi i zaczęłam jęczeć jak szalona, chciałam go czuć całą sobą. To był zajebisty orgazm, Sebastian skończył kilka chwil po mnie, spuszczając się na mój brzuch.

Leżeliśmy nadzy na podłodze, mocno obejmując się nawzajem, wszystko umazane było w farbie, mój salon wyglądał jak po wojnie, albo po nieziemskim seksie. Gdzieś obok nas zaczął warczeć telefon.

-Nie odbierzesz? -Sięgnął gdzieś ręką.
-To Iga
-Nie odbierzesz? -Zaczęłam się śmiać
-Potem oddzwonię. – spojrzał na mnie z uśmiechem, najwyraźniej bawiła go moja bezczelność.

Reklamy